„Do pełnej kontemplacji oblicza Pańskiego nie możemy dojść o własnych siłach, ale jedynie poddając się prowadzeniu łaski. Tylko doświadczenie milczenia i modlitwy stwarza odpowiednie podłoże, na którym może dojrzeć i rozwinąć się bardziej prawdziwe, adekwatne i spójne poznanie tajemnicy” (Jan Paweł II Novo Millennio Ineunte, 20).

PIERWSZY DZIEŃ REKOLEKCJI WIELKOPOSTNYCH

Tegoroczne Rekolekcje Wielkopostne głosi w naszej parafii ks. Rafał Berezowski, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski i św. Franciszka z Asyżu. Jak sam określił w niedzielnej homilii, mają to być dni wspólnej refleksji nad szukaniem Boga w modlitwie, w naszym osobistym życiu i w bliźnich. Czas rekolekcji to czas remontu duszy. Czas rekolekcji ma być czasem dla siebie i drugiego człowieka . To czas , by wzmocnić poprzez Słowo naszą wiarę, którą najpierw poznaliśmy i uczyliśmy się jej we własnym domu. Dlatego też ksiądz rekolekcjonista proponuje nam, byśmy w tym czasie zatrzymali się nad tymi osobami, które tworzą DOM: ojciec, matka, dziecko. Byśmy przypatrzyli się, w tym czasie przygotowania do rodzinnych Świąt, swoim najbliższym, naszym relacjom do nich, byśmy szukali Boga w tych, którzy są z nami pod jednym dachem. Najłatwiej, jak podkreślał kilka razy rekolekcjonista, szukać Boga daleko, ale najtrudniej we własnym domu, w sąsiedztwie.

Myślą przewodnią pierwszego dnia nauk rekolekcyjnych były słowa Mędrca z przytoczonego dialogu z uczniem : „ Ukryj się ( Boże) w ludzkim sercu – to ostatnie miejsce o którym pomyślą , by Cię tam szukać”. A z sercem kojarzy się nam najczęściej Mama. Dlatego też pierwszego dnia rekolekcji przenieśliśmy się do czasów dzieciństwa, do matki. Do tej, w sercu której Bóg zamieszkał najmocniej. Ona jest fundamentem domu, rodziny. Wiele razy wracamy do tych beztroskich czasów – mówił ksiądz rekolekcjonista- gdy ramiona matki koiły wszelki ból, wracamy do jej miłości, choć bywają momenty, że nas nie rozumie, to jest mimo wszystko ostoją. Przywołujemy czas w jej ramionach, bo on się już nigdy nie powtórzy, wspominamy jej zalety, pamiętamy to ,co wspaniałe w jej sercu, w tym sercu w którym ponad miarę ukrył się sam Bóg.

 Ksiądz rekolekcjonista stawiał wiele pytań, prowokował słuchaczy do myślenia, do zrobienia sobie samemu rachunku sumienia ze swojej postawy miłości względem matki. Jaka powinna być każda mama? Dlaczego nie odnajdujemy Boga w jej sercu, dlaczego nie dajemy jej naszej miłości? Czy jesteśmy w stanie spłacić dług wdzięczności za życie, za nieodwzajemnioną miłość? Co ja zrobiłem z tą miłością, którą dała mi moja mama? Dlaczego wyciskamy łzy z jej oczu, „łzy których nie stworzył Bóg”. Dlaczego więc my to czynimy?

Ciekawe w tych Rekolekcjach jest połączenie ewangelicznego przekazu z poezją, z opowiadaniami Bruno Ferrero, czy przypowieściami A. de Mello. W sposób niezwykle ciekawy ksiądz rekolekcjonista łączy te formy, wiedząc doskonale, że słuchaczowi wiele może dać krótka historyjka, opowieść z życia, która pozostawi ślad, pozwoli łatwiej przyswoić rekolekcyjne treści, czy też zmusić do myślenia, dzięki czemu człowiek ma szansę zmienić swoje podejście do życia, odnaleźć ukryty sens życia, czy tez odnaleźć Boga w swoim wnętrzu i w sercu bliźniego.

                                                                                               Barbara Ludorowska

 

Poniżej jeden z wierszy cytowanych w homilii

Było kiedyś tak dobrze w długie fałdy sukienki
schować głowę, wiedzieć, że mnie nie ma.
Mocno, głośno śpiewało we mnie serce maleńkie
ogromnego szczęścia poemat.

Dni były pełne Ciebie i sny, jak Ty ciepłe,
i każda radość miała Twój głos, Twoje imię.
Nie wiedziałem, co znaczy nienawidzić i cierpieć –
byłem z Tobą, Ty byłaś przy mnie.

Dzisiaj masz oczy już nie takie jasne
jak kiedyś, gdy mnie w ręce brałaś uśmiechnięta.
Tyle dni dobrych i złotych i dobrych rodziło się, gasło,
a tylu już dni nie pamiętam.

Urosłem. Trzeba było stromą drogą od Ciebie odejść.
Zostałaś cicha i mała. Co dzień się o mnie martwisz więcej.
A przecież piersi szerokie za ciasne mi na oddech,
a przecież mógłbym Ciebie jak dziecko wziąć na ręce.

Pewnie nigdy nie myślałaś o mnie,
nosząc pod sercem,
ani potem, tuląc do piersi,
że urodzisz i wychowasz – płomień.

Myślałaś: Będzie silny, szczęśliwy, bez trosk…
– Maleńka, droga matko, cóż Ci o sobie powiem?
Nauczyłem się walczyć i cierpieć, nienawidzić
otwarcie i wprost i kochać, kochać tak mocno,

jak tylko potrafi człowiek.
                                                                                           [ K. Szymański]