„Do pełnej kontemplacji oblicza Pańskiego nie możemy dojść o własnych siłach, ale jedynie poddając się prowadzeniu łaski. Tylko doświadczenie milczenia i modlitwy stwarza odpowiednie podłoże, na którym może dojrzeć i rozwinąć się bardziej prawdziwe, adekwatne i spójne poznanie tajemnicy” (Jan Paweł II Novo Millennio Ineunte, 20).

2016-11-06 Wspomnienie o ks. Jerzym – Jagoda Błaszczyk

Te wspomnienia miały być zamieszczone w Biuletynie Parafialnym, ale póki go nie wydajemy, niech zagoszczą na stronie internetowej

Minął miesiąc od dnia w którym odszedł do Pana – Ksiądz Prałat Jerzy Gniatczyk – nasz proboszcz, przywódca duchowy, przyjaciel, działacz społeczny, patriota, patriota lokalny, doskonały recenzent otaczającej rzeczywistości, wrażliwy i inteligentny …. długo można wymieniać Jego zasługi i określać Jego stosunek do życia. Trudno jest w kilku słowach przekazać emocje i prozę dnia codziennego wspólnie przeżytych 18 lat (bo właśnie tyle lat mieszkamy na Czarnym).

Ks. Jerzy był z nami w zdrowiu i w chorobie w radości i smutku. Odwiedzaliśmy Go w szpitalu ale on też nas odwiedzał w szpitalu. Byliśmy sobie bliscy, wzajemnie mogliśmy na siebie liczyć, podstawą naszej znajomości była nasza wiara w Boga a tym samym lojalność i szczerość. Spędziliśmy razem dużo czasu, opowiadał o swojej młodości i psotach jakie zdarzało mu się robić w szkole średniej, o siatkówce którą trenował (razem oglądaliśmy mecze). Dużo Jego wspomnień dotyczyło okresu stanu wojennego, kiedy w Zagłębiu Miedziowym a konkretnie w Polkowicach walczył o naszą wolność z narażeniem życia i zdrowia. Był bity i podeptany butami ZOMOWCÓW ale jak mówił był za wielki (dosłownie i w przenośni) aby Go unieszkodliwić. Walczył tłumacząc i rozmawiając z różańcem w ręku, kierował się zasadą wygłoszoną przez ks. Jerzego Popiełuszkę „zło dobrem zwyciężaj” i to działało. W wolnej Polsce spotykał tych ludzi w różnych sytuacjach dostrzegał przemiany i próbował pomóc uporać się im z przeszłością – może między innymi dlatego został kapelanem policji. Wśród policjantów miał wielu przyjaciół, którzy dziś razem z nami przeżywają Jego odejście.

Był naszym księdzem a Czarne to nasze wspólne miejsce na ogromnej mapie świata. Jerzy był patriotą lokalnym, zależało mu na pozytywnym wizerunku naszej parafii dążył do tego aby na naszym osiedlu żyło się ludziom dobrze, zależało mu na dobrych relacjach międzyludzkich Jerzy łączył ludzi o różnych poglądach, mentalności, postrzeganiu życia, On naprawdę kochał ludzi. Swoją postawą (posturą także) budził szacunek i zaufanie był konsekwentny w dążeniu do celu. Troszczył się o wszystkich w taki sam sposób, martwił się, wspomagał rozmawiał, wskazywał drogę. Inicjował różne przedsięwzięcia nie tylko religijne ale też kulturalne czy sportowe. Był wymagający wobec siebie ale także wobec nas, nigdy nie chwalił bo zawsze mogło być lepiej szczytem uznania było Jego „całkiem dobrze”. Motywował do czynu i działania często inspirował do pracy nad sobą i na rzecz innych. Bywał szorstki ale miał gołębie serce. Jego celem był człowiek, któremu starał się dać przykład i stworzyć takie warunki w otoczeniu aby ów człowiek zauważył, że Bóg jest miłością.

Jego kazania były proste, pełne przekazu o miłości Boga i o tym, że warto być człowiekiem niezależnie od sytuacji i miejsca w jakim jesteśmy. Pytał nas o recenzje Jego kazań zazwyczaj słowami „no i jak się kazanie podobało” i wtedy opowiadaliśmy o naszych spostrzeżeniach i odczuciach, pytaliśmy o kwestie niezrozumiałe dyskutowaliśmy na temat Biblii i jej ponadczasowego charakteru. Spieraliśmy się odnośnie interpretacji Biblii we współczesnym świecie oraz sytuacji politycznej i społecznej. Często powtarzał, że „Pan Bóg ma dużą menażerię”. Ale człowiek wiary musi potrafić oddzielić dobro od zła i nie zależnie od wszystkiego o prawdę, o dobro, o miłość należy walczyć. A człowiek jest tyle wart ile ma miłości w sobie.

Ks. Jerzy dawał ślub naszym dzieciom chrzcił nasze wnuki, uczestniczył we Mszy św. z okazji 50 lecia ślubu rodziców. Mamy wnuka, który ma na imię Jerzy – ks. Jerzy bardzo cieszył się gdy go chrzcił, mówił, że to pierwsze dziecko od 20 lat które ma takie samo imię. Nasz mały Jurek jest tak samo niepokorny jak był duży Jerzy zresztą świetnie się dogadywali.

Lubił rosół, pomidorową, tatara uwielbiał słodycze a zwłaszcza ciasta, które przynosiły parafianki z Czarnego i Raduś. Delektował się muzyką Ewory i uwielbiał Teatr nasz ……

Odchodził w cierpieniu i bólu ale nie skarżył się był otoczony obecnością i miłością tych, którym służył a było nas naprawdę dużo. Myślę że ciągle miał nadzieję …. mieliśmy jeszcze zatańczyć salsę na balu w hotelu Mercure, pojechać do Fatimy, wybierał się z nami w góry ……

Ostatnie słowa, które usłyszałam od ks. Jerzego na tydzień przed odejściem brzmiały „nie pędź jak wiatr, usiądź, powiedz co słychać” – czerpaliśmy z bogactwa Jego osobowości a dziś te słowa traktujemy jak motto życiowe aby w biegu życia nie przeoczyć tego co naprawdę jest ważne. Przecież wszyscy biegniemy… dokąd?

Ksiądz Jerzy był zwyczajny i niezwyczajny, wesoły i smutny, cierpiący ale dodający otuchy innym – Kochał BOGA, życie i ludzi. Nie potrafię słowami wyrazić smutku i żalu po Jego odejściu.

Prośmy Boga aby wynagrodził Mu Jego miłość, dobroć, cierpienie, poświęcenie i wszystko czym nas obdarzył będąc wśród nas. A my dziękujemy za to że byłeś – na zawsze masz miejsce w naszych sercach. Spoczywaj w pokoju.

Tekst: Jagoda Błaszczyk