WSPOMNIENIE ŚP. KS. PPŁK. ZBIGNIEWA STEFANIAKA (na podstawie Biuletynu parafialnego nr 27 z 2004r)
10 stycznia 2004 r zmarł ks. ppłk Zbigniew Mieczysław Stefaniak, kapelan Wojska Polskiego. Do dnia śmierci pełnił posługę wicedziekana Śląskiego Okręgu Wojskowego oraz proboszcza garnizonu Brzeg.
Uroczystość pogrzebowa w Brzegu, pod przewodnictwem bp. Jana Tyrawy, odbyła się 13 stycznia br. Pożegnaniu ks. ppłk. Z. Stefaniaka i odprowadzeniu jego doczesnych szczątków na miejsce spoczynku w rodzinnej parafii Poniatowice pod Oleśnicą, 15 stycznia br., przewodniczyli bp polowy Sławoj Leszek Głódź.
Ks. Zbigniew Mieczysław Stefaniak urodził się 10 lutego 1946 roku w Ligocie Polskiej w województwie dolnośląskim, jako syn Adama i Józefy z domu Podyma. Pochodził z rodziny rolniczej. Do Szkoły Podstawowej w Ligocie Polskiej uczęszczał w latach 1953-1960, Liceum Ogólnokształcące w Sycowie ukończył w 1964 r. Po maturze wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego we Wrocławiu, skąd po roku został powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Brzegu. Jesienią 1967 r. wrócił do seminarium. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk arcybiskupa Bolesława Kominka 26 maja 1973 r.
Pierwszą posługę kapłańską pełnił w parafii pw. św. Marcina w Jaworze. W czerwcu 1976r został wikariuszem we wspólnocie świętego Krzyża w Jeleniej Górze. Podczas choroby ks. płk. Wilhelma Kupsza, z polecenia ówczesnego wikariusza generalnego bp. Wincentego Urbana, pełnił obowiązki proboszcza parafii garnizonowej. W 1980 r. kard. H. Gulbinowicz zlecił mu zorganizowanie od podstaw, łącznie z budową kościoła i plebani, ośrodka duszpasterskiego na osiedlu Jelenia Góra Czarne. Dwa lata później został proboszczem utworzonej tam parafii pw. św. Judy Tadeusza.
Od czerwca 1987 r. pracował jako proboszcz wspólnoty pw. św. Jakuba Apostoła w Małujowicach, w dekanacie Brzeg – Południe. W roku 1990 Metropolita wrocławski powierzył ks. Z. Stefaniakowi posługę duszpasterską wśród żołnierzy garnizonu Brzeg. Nie ograniczała się ona do spowiedzi i uroczystości religijno-wojskowych. Stała się okazją do regularnego duszpasterstwa środowiska wojskowego. Odbywał systematyczne spotkania z żołnierzami służby zasadniczej, kadrą zawodową, kadetami szkoły chorążych oraz kombatantami.
1 lipca 1991 r. Biskup Polowy Wojska Polskiego mianował go kapelanem pomocniczym
i proboszczem garnizonu Brzeg; 22 grudnia tegoż roku otrzymał stopień kapitana rezerwy, a 4 marca 1992 r. powołano go do służby zawodowej. Od 1 czerwca 1993 r. pełnił funkcję wicedziekana Śląskiego Okręgu Wojskowego. Zmarł, będąc w stopniu majora. Pośmiertnie, w dniu pogrzebu w Poniatowicach, otrzymał stopień podpułkownika.
Tyle – oficjalna notka biograficzna (Gość Niedzielny 01-02-2004). Żałujemy, że przeróżne zbiegi okoliczności sprawiły, ze nie udało nam się przeprowadzić bezpośredniej rozmowy z ks. Zbigniewem. Szkoda! Ciągle wydawało się nam, że przed nami będą jeszcze okazje do takiej rozmowy…Opatrzność Boża sprawiła jednak, że stało się to już niemożliwe. Młodsi mieszkańcy naszego osiedla czy też ci, którzy wprowadzili się tutaj później, nie pamiętają ks. Zbigniewa. I właśnie z myślą o nich poprosiliśmy kilka mieszkających tu wcześniej osób o wspomnienie o Nim.
Pani Leokadia Husak – ks.Zbigniew zjawił się na naszym osiedlu w 1977 r, zastąpił On w wprowadzeniu katechez ks. Kupsza, którego stan zdrowia wówczas się pogorszył. Rok później ks. Zbigniew całkowicie przejął te obowiązki. Doskonale pamiętam te lekcje prowadzone w małej salce przy ul. Czarnoleskiej 5. Bardzo lubiłam te chwile. Ks. Zbigniewa nie sposób było nie lubić. Był pełen ciepła i dobroci. Zawsze, nas dzieci i młodzież Czarnego uczęszczającą na te katechezy ujmował swą postawą i charakterem. Umiał dotrzeć do każdego z nas. Wszyscy mieli wrażenie, że słowa swe kieruje wyłącznie do niego, że rozmawia tylko z nim. Te katechezy to nie były lekcje religii, to były lekcje wiary i miłości, lekcje życia i nadziei. Ks. Zbigniew nie uczył nas o Bogu. On uczył nas Boga. Takim Go zapamiętałam i takim będę Go pamiętać.
Pani Laila Łoś. Księdza Zbigniewa pamiętam doskonale. Tym bardziej, że przez jakiś czas był moim sąsiadem. Mieszkał u państwa Minkiewiczów po drugiej stronie ulicy. Był u nas częstym gościem. Wpadał na herbatę, kawę, tak zwyczajnie porozmawiać po sąsiedzku. Zawsze miał czas dla ludzi. Nawet gdy goniła Go jakaś sprawa, zatrzymywał się chociaż na chwilę przy furtce, aby zapytać o zdrowie. Mieliśmy do Niego ogromne zaufanie. Był to czas szalejącej komuny. Do Czarnego, podobnie jak do innych miejsc w Polsce przychodziły paczki z darami. Nigdy nie zdarzyła się sytuacja, aby ktokolwiek miał pretensję o podział tych darów, jak to zdarzało się gdzie indziej. On ludziom wierzył i Jemu można było wierzyć.
Pani Janina Minkiweicz. Gdy Księdza Zbigniewa przydzielono do naszego osiedla – wtedy jeszcze nie byliśmy oddzielną parafią, zamieszkał w naszym domu. Nigdy na nikogo i na nic się nie skarżył. My też nie mieliśmy Mu nic do zarzucenia. Był to po prostu naprawdę dobry człowiek. Ja zawsze będę pamiętać Jego codzienne, wieczorne czytanie Pisma Świętego. Jego głęboka wiara mogła imponować, a nam dawała pewność i była niezwykle budująca.
Wspomnienia o księdzu Zbigniewie zebrał Ryszard Sos
Przejdź do treści