Wywiad z siostrą Lucyną z Ukrainy
M.L.: Dzisiaj naszym gościem jest siostra Lucyna, nasza parafianka, która obecnie posługuje na Ukrainie w Kijowie. Korzystając z jej obecności u nas, poprosiłem, aby zechciała przybliżyć nam co się tam dzieje. Dlatego proszę opowiadać siostro Lucyno 😊.
S.L.: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam na imię Siostra Lucyna Grzaśko i jestem z Misyjnego Zgromadzenia Sióstr Służebnic Ducha Sw. Cieszę się niezmiernie z tego że znowu jestem w tej parafii w pięknej Jeleniej Górze i chcę zaprosić wszystkich, którzy będą to czytać do tego, aby abyście byli razem z nami w Ukrainie, szczególnie w Kijowie,
S.L.: Było pytanie: co się dzieje? Trzeci rok wojny, to jest trudny okres dlatego, że ciągle wszyscy oczekujemy na zakończenie tego kryzysu, który powstał w czasie tej wojny. Wiemy że wojna obejmuje cały kraj. Na Ukrainę spadają rakiety, są miny, bomby i różne rzeczy, które są właśnie taką „niespodzianką” i ludzie giną. Powiem że w całości Ukrainy nie ma wybranego miejsca, że gdzieś więcej, a gdzieś mniej… My ciągle wszyscy, jesteśmy zagrożeni. Ja powiem o Kijowie, bo przyjechałam stamtąd.
S.L.: U nas często słychać syreny, które właśnie informują czy wręcz krzyczą, aby biec do schronów. Syreny w Kijowie są czasami 3 razy w nocy, czasami 4 razy w ciągu dnia, czasami nie ma żadnej, to nie jest wyznaczone przez jakieś tam grafik, a tak i ludzie biegną do schronów i mają nieprzespane noce. Schronem jest metro albo podziemne przejście. Ludzie już mają tam swoje materace, swoje miejsce, gdzie się lokują szybko, aby trochę wypocząć i odreagować ze strachu. Niektórzy nie biegną, bo już przyzwyczaili się do wojny i jakoś ratują się np. systemem 2 ścian. Wychodzą na korytarz jak mieszkają w blokach i wtedy tam wystawiają łóżko albo jakiś materac
i starają się przetrwać trudny okres czasu w ciągu dnia, kiedy są syreny.
S.L.: Wtedy też nie pracują banki, nie pracują niektóre sklepy, nie pracuje transport – jest to paraliż. Niby mówi się, że życie toczy się normalnie, ale to nie jest nic normalnego i po prostu dużo jest ludzi zestresowanych, potrzebujących leczenia też psychiatrycznego i psychologicznego. W to wszystko pięknie się wplata właśnie nasza praca na Radio Maryja w Kijowie.
S.L.: Studio jest w Kijowie w języku ukraińskim dlatego, że radio, w tym czasie wojny daje to słowo nadziei na to, że trzeba trwać, trzeba trwać z Bogiem i zaprasza do modlitwy. Mamy dużo transmisji Mszy Świętej, dużo jest modlitw i też ludzie telefonując proszą o modlitwę i też ja jestem taka wdzięczna Bogu za to, że słucham jak ludzie dzielą się świadectwami, są ludzie, którzy mówią o uzdrowieniu nawet i fizycznym, to jest znak że Bóg jest i działa dla tych, którzy proszą.
S.L.: Może też powiem o szkołach: dzieci w ciągu roku szkolnego pracują na zmiany, żeby móc biec do schronów, żeby było miejsce dla tych dzieci, ale to jest taki trudny widok kiedy cała szkoła biegnie, dzieci krzyczą po ulicy, bo wszyscy ze strachem biegną. Dzieci też na Ukrainie są porywane i nie wiemy gdzie. Rodzice często mówią na radio: „nie wiem gdzie jest moja córka, nie wiem gdzie jest moja wnuczka… módlcie się żebyśmy je odnaleźli”. Najczęściej te dzieci są wywożone do Rosji i już z tej Rosji nie wracają albo może po jakimś czasie mamy nadzieję….
S.L.: Też są porywani na Ukrainie mężczyźni, nawet z ulic, tym razem do służby wojskowej. Nieraz idą na Uniwersytet, idą do pracy, ostatnio mój uczeń, którego przygotowałam do komunii świętej, już starszy bo 30 lat, szedł na Mszę Świętą, no i po drodze go” złowili.” Powiedzieli: „ty musisz iść do wojska i już”. Tak, tak, wojsko ukraińskie wysyła różne patrole, dlatego że teraz mężczyźni nie chcą iść na front, bo to jest pewna śmierć. Z początku wszyscy stali w kolejce, aby się dostać na front, a teraz jest odwrotnie i to jest trudne i też właśnie wiele osób się modli na radio za męża, za kolejnego syna. Niekiedy są w niewoli rosyjskiej bardzo długo– tak, są porwani, wywiezieni i wtedy czekają na wymianę, że to nastąpi. Najgorzej jest we wschodniej części Ukrainy, jeśli chodzi teraz o stan wojny dlatego, że żołnierze mieszkają w okopach, są to trudne warunki szczególnie jesienią, wiosną czy zimą. Starają sobie radzić, jakoś przetrwać, ale tak jak oni sami mówią, że to najtrudniejsze dla nich kiedy idą na bój, a ich koledzy po drodze giną, a oni nie mogą zabitych zabrać i ich zostawiają. Po prostu wiedzą, że nikt się tym nie zajmie. Ani pogrzebu, ani wywiezienia zwłok w takie miejsce, żeby je przekazać rodzinie. Trudno jest na Wschodzie także dlatego, że często pomoc humanitarna nie dojeżdża, nie dochodzi, tereny są zaminowane, są kontrole patroli i po prostu nie wpuszczają celowo.
S.L.: Wojna wyniszcza tych, którzy walczą, po prostu nie mają amunicji ani dobrych schronów. Nie mają też wyżywienia. Najlepiej się w to wszystko włączają się wolontariusze, którzy z wielką odwagą, narażeniem życia przedostają się tam gdzie potrzeba, ale wiele ludzi umiera z głodu nawet i dzieci które się chowają w piwnicach i kiedy nie mają dostatecznej ilości jedzenia, po prostu umierają,
L.: Często we Wschodniej części dzieci stoją w kolejce po chleb, masło, mleko i to jest też trudna sytuacja, bo są ataki rakiet, najgłośniejszy ostatnio przykład, to szpital onkologiczny w Kijowie, parę dni temu wróg zniszczył ludzi, obiekty, to też jedyny dziecięcy szpital onkologiczny na Ukrainie, który został zniszczony. Będą odbudowywać, ale to jednak potrwa dłużej.
S.L.: Ładną pracę wykonują w Kijowie misjonarze księża, biskupi, siostry misjonarki, tam gdzie oni się przedostają, tam gdzie potrzeba, są tam księża kapelani, którzy też są wśród żołnierzy, którzy towarzyszą im duchowo. To są katolicy i grekokatolicy duchowni, nie słyszałam o prawosławnych księżach, którzy by chodzili tam, w większości to są grekokatolicy i rzymskokatoliccy księża.
S.L.: Jeśli można chciałam korzystając z okazji proszę o modlitwę za nas, którzy tam jesteśmy szczególnie z Polski dlatego, że zawsze możemy wrócić do kraju ojczystego, ale chcemy trwać z tymi, którym jest trudno i też modlić się o to, aby Ukraina i Rosja się nawróciły, żeby pojednały się między sobą, żeby ta wojna w końcu się zakończyła, i żeby nie było tego niebezpieczeństwa dla całego świata. To jest bardzo ważne: ta wspólna modlitwa jeżeli ktoś chciałby wesprzeć dzieło misyjne, które prowadzimy na Ukrainie, podaję numer naszego konta bankowego, w polskich złotych, więc można będzie coś przekazać. Będę bardzo wdzięczna i pozostaje mi zaprosić Was takich, którzy się nie boją ale do odważnych świat należy.
Wspomnę tylko na koniec że 4 razy „otarłam „się o śmierć lub kulę. Pierwszego razu przeleciała po mojej lewej ręce, potem kiedy jechałam do Kijowa na początku wojny też było bardzo wielkie niebezpieczeństwo i niedaleko naszego domu przeleciała rakieta 150 m, następnie – właśnie kiedy prowadziłam program w studiu Radia Maryja za oknem 10 m latały rakiety, wielki szum, a ja prowadziłam nocny program o dwunastej w nocy do drugiej… i jakoś udało się że nie uderzyła w kościół, w którym znajduje się studio radiowe w Kijowie i nie został uszkodzony, tak że Pan Bóg dał mi taką odwagę po prostu to nie jest moja zasługa. Moje pierwsze wyzwanie, taki chrzest bojowy dla mnie, to było, kiedy strzelali we mnie prosto w serce i kula poleciała po mojej ręce, wtedy ja nie odczułam strachu i byłam gotowa na wszystko i jestem gotowa dalej na wszystko.
M.L.: Czy Polaków tam jeszcze lubią? Czy już też tam propaganda swoje zrobiła?
S.L. No w tej chwili to już trzeci rok wojny, jest trochę inaczej niż było na początku. Ja jestem osobiście bardzo wdzięczna zachwycona byłam postawą Polaków, którzy otwarli granicę i te wózki które na granicy stały dla dzieci. Ludzi, po których przyjeżdżali na granicę Polacy i domy które oddawali, to było dla nas naprawdę niesamowitym takim zaskoczeniem no i oni byli też zachwyceni polskością. No ale wiadomo, że z czasem może niektórzy tę dobroć testują na swój sposób i dlatego może teraz, kiedy nawet przyjeżdżam do Polski to Polacy mówią o Ukraińcach różne rzeczy też negatywne, ale ja osobiście uważam że jesteśmy dalej braćmi i siostrami każdy może się mylić i błądzić i robić niewłaściwie rzeczy. Najważniejsze żebyśmy umieli się wspierać duchowo przecież prawda musimy w tym zagrożenia tym bardziej że teraz jak byłam niedawno w parafii w Poznaniu i mówiłam tam o Ukrainie, to mimo wszystko ludzie podchodzili do mnie i mi współczuli że jestem wśród tych ludzi i życzyli mi osobiście i też ludziom z którymi jestem, żeby to wszystko na dobre wyszło.
M.L.: A jaki jest stosunek Ukraińców na przykład do UPA, Bandery czy wiedzą jaką krzywdę zrobili Polsce Banderowcy czyli się tam w ogóle o tym mówi?
S.L.: To są sprawy polityczne tak, że i ja osobiście ich nigdy nie dotykam: czy Wołyń, czy Banderowców. Na Ukrainie po prostu szanują Banderę i uważają go za bohatera i dlatego ja nigdy nie podtrzymuję tego tematu i też tutaj jeśli chodzi o rzeź wołyńską. Teraz jak byłam w Polsce, też do mnie podeszła pani i mówi: „A dlaczego nie mówicie o tych trudnych sprawach?” no, w takim czasie, kiedy jest wojna, wydaje mi się, że po prostu najpierw musi być pokój, żebyśmy mogli usiąść wspólnie…. Najważniejsze jest według mnie, żeby pokazać oblicze brata i siostry, pomocną dłoń, niekoniecznie taką dłoń, która daje wszystko bezpłatnie: oddaje mieszkanie do nie wiadomo jakiego czasu. Kiedy jestem w Polsce i spotykam Ukraińców, to mówię „co robisz?, gdzie mieszkasz? „A on mówi, że „mam, mieszkanie dostałem, ale nic nie robię…”
S.L.: „Więc wracaj do kraju, to nie jest czas do tego, żeby w Polsce siedzieć, nic nie robić i być darmozjadem”. Proste wyrażenie, ale chodzi o to, żeby nauczyć też rozsądnego myślenia dlatego, że szybko ludzie przyzwyczajają się do dobrego, a nie umieją na coś się przydać. Dlatego zachęcam też ludzi: jeżeli ktoś będzie czytał to z Ukrainy, jeżeli jest w Polsce niech wraca do swojego kraju.
M.L.: Tak też to rozumiem i podpisuję się pod tym apelem. Dziękuję, że Siostra zechciała podzielić się wiadomościami z Kijowa z mieszkańcami naszego miasta i parafii.
S.L.: Dziękuję, pozdrawiam wszystkich mieszkańców miasta i parafian oraz księdza Proboszcza
Wywiad przeprowadził M. Ludorowski
JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY WSPOMÓC DZIAŁALNOŚĆ SIÓSTR WERBISTEK NA UKRAINIE, TO PODAJĘ NR KONTA:
ZGROMADZENIE MISYJNE SIÓSTR DUCHA ŚWIĘTEGO UL. STAROWIEJSKA 152, 47-400 RAIBÓRZ
15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 (z dopiskiem S. Lucyna – Ukraina)
- Z lokalnymi przysmakami
- Na Ukrainie może być pięknie
- Na Ukrainie może być pięknie
- Z biskupem Leonem Dubrawskim




Przejdź do treści